niedziela, 12 lipiec 2009

ale mi dobrze :-)

Pierwszy wolny weekend od... no właśnie nie pamiętam od kiedy. Wczoraj ugotowałam dobry obiad, bez pośpiechu i ciesząc się każdym gestem. A po południu uszyłam sobie spódniczkę. A dziś rano uszyłam sobie drugą spódniczkę, a w zasadzie przerobiłam zakupioną na Allegro za dużą tunikę na spódniczkę ;-) I chcę jeszcze uszyć cienkie, batystowe haremki, do noszenia "na co dzień", nie na scenę, więc takie mniej obszerne :-) Postaram się strzelić jutro fotki, choć stylizacja nie będzie kompletna. Właśnie stwierdziłam, że w mojej garderobie absolutnie brakuje malutkich szydełkowych lub dzierganych bluzeczek, ażurowych, z krótkim rękawem, przylegających do ciała, kończących się nieco poniżej pępka, zapinanych na setki drobnych, uroczych guziczków i świetnie pasujących do letnich zamaszystych spódnic.I tym samym chyba rozwiązał mi się dylemat pt. "Co by tu wydziergać?" :-) Zapowiada się wielce satysfakcjonująca praca, bo takie rzeczy dziergają się praktycznie same i nie trzeba czekać miesiąca na pierwsze efekty.
I jeszcze parę fotek moich kocic, bo są przesłodkie :-)


Mantra w swojej ulubionej rurce (śpi w niej jak wiewiórka, oczywiście grubki się w niej nie mieszczą, wiec ma tam swoje królestwo na wyłączność).


Pulpecja w jednej ze swoich niesamowitych pozycji - podejrzewamy ze Smokiem, że planuje występ w Formule 1 i aktualnie ćwiczy rozwiązania aerodynamiczne swojego "bolidu" ;-P Jak widać owiewki ma niesamowite. (to nie moja sprawka, Pulpecja sama sobie tak ułożyła uszy)

piątek, 10 lipiec 2009

Muza z psychozą maniakalno-depresyjną

Uffffffffff - ostatnie tygodnie były straszne - pracowałam non stop. Ale już po wszystkim i wracam do normalności. Niestety dopadła mnie niechęć do drutów i jakoś nie mogę się zebrać, żeby kończyć Elisabeth. W ogóle muza moja kapryśna strasznie - to na haju, to w wielkim dole ;-P Nie znaczy to jednak, że w kwestii robótkowej nic się nie dzieje. Przerzuciłam się chwilowo na szydełko. Chcę zrobić piękny, ATSowy pas do tańca dla osoby, którą darzę wielkim szacunkiem. Od dwóch dni wymyślam, jak ma wyglądać. Bo skoro ATS to wiadomo - klimaty folkowe z nutą orientalną, mocne kolory, zdecydowane wzory - sporo pomponów - generalnie ma być go widać:-) W dodatku zależy mi bardzo, żeby był wyjątkowy. Na początku pomyślałam, żeby wykorzystać Irish crochet - ale irlandzkie koronki w czystej formie nieco zbyt subtelne są, bardziej by pasowały do kostiumu w którym tańczy się tribal fusion. Później spodobały mi się bardzo "ananasy", jednak bawełna, którą kupiłam, jest tak cieniutka, że "ananasy" wychodzą maluteńkie i z daleka (czyt. ze sceny) ich widać nie będzie - zleją się na tym pasie w jedną masę. A dziś w nocy przyśniło mi się, jak powinien wyglądać ten pas i od rana dłubię i eksperymentuję. Stanęło na paisley'ach i motywach z mehandi, z nutką fantazji oraz zmodyfikowanej koronce irlandziej. Jakoś najlepiej mi to pasuje i chyba pójdę w tym kierunku. Pierwsze próbki wyglądają tak:


Brakuje mi tu jednak koloru - przynajmniej te małe łezki powinny być różnokolorowe. Pewnie jeszcze przez parę dni będę wypróbowywać różne warianty. Teraz muszę się jeszcze zmierzyć z kwiatem lotosu - wymyśliłam sobie motyw lotosu, taki, jak na hinduistycznych i buddystycznych malowidłach - to taki kwiat "z profilu" na którym siedzi Budda lub hinduistyczne bóstwa. I muszę pokombinować, jak to zrobić szydełkiem...

poniedziałek, 22 czerwiec 2009

telegram

zapracowana po czubek głowy - stop - przemęczona - stop - brak czasu na bloga - stop - bardzo przepraszam - stop - wracam w lipcu - stop - nie zapomnijcie o mnie - stop

piątek, 12 czerwiec 2009

roztkliwiam się ;-)


Wiem, że przemawia przeze mnie ślepa miłość, ale uważam, że Pulpecja to ucieleśnienie słodyczy. Jej pocieszna nieporadność i "pluszowość" zawsze mnie całkowicie rozbrajają. Nie wyobrażam sobie, o ile smutniejsze byłoby nasze życie bez niej. A tak wyglądała całość kota:


Smok oczywiście się nabija i śpiewa Pulpecji słynną piosenkę Grzegorza Halamy "Ja wiedziałem, że tak będzie", a konkretnie ten fragment, w którym Pan Halama udaje Greenpeace i mówi: "chodź wielorybie, chodź nie schnij tu na tej plaży!" ;-PPP

czwartek, 11 czerwiec 2009

Co się stało z Knitty?

Dostałam dziś newsletter z informacją, że jest już letnie wydanie Knitty i warto zajrzeć, bo przygotowali mnóstwo letnich wzorów. Zaglądam i co widzę? Mniej więcej połowa z tych wzorów to rękawiczki (także zimowe - sic!), ogrzewacze na nadgarstki, skarpetki i czapki... Rozumiem, że w Polsce aura może nie najlepsza, ale czy naprawdę macie ochotę nosić czapki latem???
A wczoraj po deszczu, nad dachem sąsiedniego bloku rozciągał się taki widok.


To chyba dobra wróżba na długi weekend - odpoczywajcie :-)

środa, 10 czerwiec 2009

torba, w której zmieści się pół świata ;-P


Obiecałam się pochwalić tym, co udało mi się uszyć w weekend, ale tak mną życie zakręciło, że wtorek mi uciekł z kalendarza, więc nadrabiam dopiero dziś ;-) A powstała taka oto torba, mniejsza wersja poprzedniej. Materiał wygrzebany za grosze na Allegro - grubsza bawełna - miała być z tego spódniczka, ale wzór wydał mi się nieco zbyt krzykliwy i bardziej odpowiedni na dodatek do ubrania, niż na samo ubranie. Uszyłam ją (jak na mnie) w rekordowym tempie, skrojenie i wykończenie trwało od niedzielnej prognozy pogody w Faktach, do końca filmu z Jackie Chanem ;-P (czyli jakieś 3 godziny. Bardzo praktyczna, gdy nie muszę przemieszczać się obładowana jak wielbłąd i noszę nieco mniej dobytku ze sobą.
A zdjęcie bez głowy, bo głowa dziś jakaś niewyjściowa była ;-)

poniedziałek, 8 czerwiec 2009

Ciągle ten ryż i ryż...


Był kiedyś taki dowcip, w którym na końcu występowała ta fraza i przypomniałam ją sobie w weekend, bo właśnie tak zupełnie nieekscytująco dziergam sobie nową robótkę podwójnym ryżem :-) Miła odmiana po ostatnich ażurach Violet i Londyńskiej Mgły. Choć całkiem się wyłączyć nie mogę, ponieważ moje nowe dzieło to projekt Kim Hargreaves, z książki "Heartfelt - The Dark House Collection".


Już od dawna chodziłam wokół modelu o nazwie Elizabeth, ale jakoś się nam ta przyjaźń z Elką nie składała. A w piątek wygrzebałam z zapasów piękną, stalowo-błękitną bawełnę i okazało się, że próbka odpowiada idealnie wymiarom podanym w książce Kim. W tym przypadku to ważne, bo model jest dopasowany, dużo tam "short rows" i zwężania robótki wyłącznie dzięki zmianie rozmiaru drutów, więc aby robić to bez stresu i wielu godzin kalkulacji dobrze jest mieć włóczkę idealnie odpowiadającą tej, użytej w oryginale. Po raz pierwszy chyba robię sweter dokładnie tak, jak prowadzi opis. Idzie mi całkiem nieźle - na tyle nieźle, że przez weekend podciągnęłam plecki Elki aż do wykroju pach :-) I już nie mogę się doczekać na resztę. Teraz tempo pewnie spadnie, bo tydzień mam gęsty od pracy, ale postaram się pchać sprawę do przodu (pewnie zabiorę Elkę na spotkanie 14 czerwca, a co - niech sobie powstaje publicznie ;-)
Weekend był produktywny także pod kątem krawiectwa, ale o tym może jutro ....