Pierwszy wolny weekend od... no właśnie nie pamiętam od kiedy. Wczoraj ugotowałam dobry obiad, bez pośpiechu i ciesząc się każdym gestem. A po południu uszyłam sobie spódniczkę. A dziś rano uszyłam sobie drugą spódniczkę, a w zasadzie przerobiłam zakupioną na Allegro za dużą tunikę na spódniczkę ;-) I chcę jeszcze uszyć cienkie, batystowe haremki, do noszenia "na co dzień", nie na scenę, więc takie mniej obszerne :-) Postaram się strzelić jutro fotki, choć stylizacja nie będzie kompletna. Właśnie stwierdziłam, że w mojej garderobie absolutnie brakuje malutkich szydełkowych lub dzierganych bluzeczek, ażurowych, z krótkim rękawem, przylegających do ciała, kończących się nieco poniżej pępka, zapinanych na setki drobnych, uroczych guziczków i świetnie pasujących do letnich zamaszystych spódnic.I tym samym chyba rozwiązał mi się dylemat pt. "Co by tu wydziergać?" :-) Zapowiada się wielce satysfakcjonująca praca, bo takie rzeczy dziergają się praktycznie same i nie trzeba czekać miesiąca na pierwsze efekty.
I jeszcze parę fotek moich kocic, bo są przesłodkie :-)

Mantra w swojej ulubionej rurce (śpi w niej jak wiewiórka, oczywiście grubki się w niej nie mieszczą, wiec ma tam swoje królestwo na wyłączność).

Pulpecja w jednej ze swoich niesamowitych pozycji - podejrzewamy ze Smokiem, że planuje występ w Formule 1 i aktualnie ćwiczy rozwiązania aerodynamiczne swojego "bolidu" ;-P Jak widać owiewki ma niesamowite. (to nie moja sprawka, Pulpecja sama sobie tak ułożyła uszy)